Jump to content
Forum Pszczelarskie - Pasieka "Banicja"

manio

Użytkownicy
  • Content Count

    2,440
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    178

manio last won the day on January 22

manio had the most liked content!

Community Reputation

1,497 Mistrz pszczelarski

About manio

  • Rank
    Guru forumowy
  • Birthday 07/15/1872

Informacje o profilu

  • Płeć
    nie ustawiona
  • Imię
    Mlaskolm
  • Lokalizacja
    Pokurcz Mały
  • Typ ula
    3x1/2 + 2x1/2

Recent Profile Visitors

2,460 profile views
  1. Mam ci jak różne rojnice , ale powiadam Ci , jeśli już mam potrzebę zebrania roju to dużo lepsze jest duże , czarne wiadro budowlane z castoramy czy innego obi. Łatwo przymocować do długiego kija, lekkie i się nie zniszczy jak upadnie ( takie czarne jest z PE i nie pęka). Przykryć można kawałkiem grubego płótna czy brezentu, a jak już koniecznie chcesz to można wyciąć dekiel ze sklejki. Tylko wtedy wiadro kupuj bez "dziubka" bo pszczoły uciekną. Rojnica to koniecznie drabina i druga osoba do pomocy, Żerdzią i wiadrem radzę sobie sam. Żerdź oparta na ziemi , więc nic nie dźwigam i z niczym nie spadam. Dobrze jak jest druga osoba i podejdzie z drugą żerdzią i potrząchnie gałąź z rojem - ale to już temat na oddzielny wątek o technikach łapania roju. Topiarka to drugie wiadro, najlepiej duże i z nierdzewki , ale lata całe topiłem w parniku z paleniskiem . Parnik ma pod sobą wszystkie najwymyślniejsze topiarki bo robi się na polu, nic się nie nabrudzi i spali zbędne gałęzie z ogrodu. Popytaj w okolicy, może komuś zalega w komórce ? Kupić zawsze zdążysz , ale to duży wydatek , a jednostka mała i z tego powody upierdliwa w obsłudze. Parnik można rozpalać co kilka dni , sam w sobie jest atrakcją , a i kiełbaskę można przy okazji upiec. Moje dzieci kochały jak rozpalałem parnik , bo miały zakodowane że będzie fajna kolacja
  2. jest rafinowany w każdej biedronce, doskonały do tego celu. Nie używam żadnego oleju do smażenia. Ale pewnie tam pod Zambrowem to używają domowego wyrobu, za swojego świniaczka tradycyjnego tuczu.
  3. Moja nie piecze ( to się raczej smaży ?) , ale mam rodzinę ( oczywiście tą pod Zambrowem) gdzie robią doskonałe pączki i są ich popisowym numerem nie tylko na tłusty czwartek , ale i na różne rodzinne zjazdy czy umówione spotkania. To jest ciasto drożdżowe i wymaga odpowiedniej mąki (typ 500 , mają młyn pod bokiem) , jej wcześniejszego przygotowania , napowietrzenia , ogrzania , a w końcu wyrobienia ciasta i jego wyrośnięcia. To wymaga doświadczenia , czasu i odpowiednich warunków. On są akurat fanami takich tradycyjnych wyrobów i w nowym domu zbudowali sobie tradycyjny piec chlebowy opalany drewnem. U nich nawet zwykła baba drożdżowa upieczona tradycyjnie w prostokątnej blasze jest wyjątkowo smaczna , nawet po tygodniu się nie sypie i z miodkiem +szklanka mleka to moje wspomnienie dzieciństwa. Chleb to też poezja. Jak się gdzieś spotykamy to ja wiozę miód , oni swoje pączki i babę. Jedna baba zawsze w całości dla mnie Lubię baby Jeśli chodzi o zdrowie , to zdecydowanie pączki na smalcu. Tylko potrawy niezdrowe lub zabronione prawem są naprawdę smaczne. Pozdrawiam czwartkowo z Krynicy Zdroju. Tu jakby widać kryzys ? Pensjonaty prawie puste, na stoku luz , w knajpach pusto . Jak tu żyć p. Premierze ? Jeszcze takiej nędzy nie widziałem , a to jeden w wielu moich tłustych czwartków w Krynicy . Ziobry wina ? ( Ziobry są z Krynicy)
  4. Bunia ( Norbert) jest prawdziwym Ślązakiem Opolskim , napisz do niego bo nie wiem czy czyta na bieżąco forum. Jeśli pszczółki widać na dole to doskonały objaw. Teraz pokarmu im nie zabraknie , dopiero jak zaczną czerwić , ale wtedy to już ich dopilnujesz , choć nie sądzę żeby było trzeba
  5. moje pewnie z 50 lat , ale dechy nie były nowe tylko z rozbiórki pruskiego domu , więc materiał grubo ponad 100 lat. Ul nie musi być wieczny , ma być lekki i wygodny w obsłudze. Mam znajomego co zrobił ule z modrzewia. Taki ul to na kilka pokoleń i nikt nie ruszy , choćby chciał . Waży ze 2x tyle co z sosny.
  6. Moje wyrazy współczucia baranowi. Czy baranie jądra nadają się na zakąskę ?
  7. Pisz relacje na forum. Nie damy Ci zginąć , a i woda sodowa do głowy nie uderzy . Czytaj . Tradycyjnie polecam najlepszy podręcznik świata ( tytuł mylący ) Kup koniecznie , a nigdy nie przestaniesz jej czytać. Będziesz wtedy gadał zrozumiałym językiem. Po naszemu. Uwierz.
  8. nie żebym marudził , ale to nie to samo co rybki w akwarium , a nawet te wymagają minimum wiedzy i to właśnie książkowej , teoretycznej jakby jakiś dysonans ? Tu nie chodzi i porę roku , tylko o temperaturę - jak jest bardzo zimno pszczoły są w hibernacji , nie ruszają się wcale i te które spadną z ramek zginą na dennicy. Było ciepło , nie było pewnie takiego ryzyka , ale dowiesz się jak zajrzysz przez wylotek czy nie leżą trupki. Zawsze parę się zerwie , zależy jak delikatnie to zrobisz. Pokarm to jedno , a ile mają warrozy to drugie. Poczytaj , żeby nie było rozczarowania. Poczytaj , lektura jest tak samo fajna jak przegląd pszczół Powodzenia i wytrwałości
  9. Przy takim urządzeniu można je dopiero stracić. Wyobraź sobie ,że się przewraca i walczysz całym ciałem żeby się to nie przewróciło. Kręgosłup wtedy będzie najmniejszym problemem. Mam kosiarkę traktorkową ( made in USA , a jakże) i do tego przyczepkę jednoosiową z zaczepem do niej. Wchodzą nawet 4 ule , ale wystarczy trochę błota i maszyna się grzebie. trzeba by jakieś opony o wysokim bieżniku i odłączać mechanizm z nożami do koszenia bo jest nisko nad ziemią i się wiesza. Za dużo zachodu , a efekt wątpliwy . No i nie przejdzie na refundację. Jeśli poważnie podejść do sprawy to oczywiście przyczepka ( najlepiej dwuosiowa , ze skrętną osią i dyszlem) ciągnięta przez stosownej mocy quada. Wtedy i podjechać do miejscówki jest czym na przegląd i przyczepkę bezpiecznie podciągnąć. Ja bym pytał o quada w ARMiRze . Koń też wszędzie wlezie , ale to już całoroczna opieka i serce. Na kradzieże nie ma lepszego sposobu niż ule warszawskie poszerzane. Nikt się na nie nie skusi. Nie ma takich siłaczy. Kolega zapragnął plastikowych poliiuretanów i cieszył się nimi cały tydzień , zanim mu zabrali wszystkie na raz. Jakiś złodziej esteta i do tego mało silny. Mój ojciec woził warszawiaki nawet na wrzosy do lasu , dziś to rezerwat Czerwone Bagno. Tam i ja mordowałem swoje plecy. Najśmieszniej było jak kiedyś nas Milicja Obywatelska zatrzymała o 4 nad ranem z ulami na przyczepce . Wyszedłem do nich w kapeluszu bo ule nie były pszczołoszczelne , a i maniery miały pszczoły takie raczej augustowskie. Jak się władza ludowa zorientowała dlaczego idę zamaskowany , to szybko się zamknęła w służbowym poldku gaźnikowym i pokazała mi palcami abym szybko sp********ł. Co też posłusznie uczyniłem , uruchamiając tatową dacie 1300 . Miała przedni napęd i jeździłem nią po wartepach. Na przyczepce miałem ręczną wyciągarkę - kifor linowy - i jak było trzeba to się wyciągałem z błota czy dziury w drodze. Znaki tych przygód mam pewnie do dziś na kręgach w postaci różnych wycieków rdzenia kręgowego. Nie było warto , ale to wiem dopiero teraz. Nie wożę nigdzie. Synków też nie wołam do pomocy.
  10. Warmia to jednak nie Mazury , macie jakieś kompleksy ? Faktycznie pisałeś tez na amnezji. Skutek podobny bo i nie bardzo wiem czego oczekujesz . Pojedź z spróbuj czy takie urządzenie ma choć minimalną przydatność przy wędrówce , bo na moje parszywe oko to taka zabawkowa taczka , która się wywali z ulami na pierwszej bruździe warmińskiej gliny. Przepraszam za posądzenie o niechcianą reklamę dziwnego sprzętu.
  11. a co tu czytać ? każdy słyszał o sfilcowanych w praniu kalesonach czy sweterku bo temperatura była za wysoka . Kiedyś nawet berety czy kapelusze były filcowe . Elegancja PRLu Pamiętam też taki straszny dowcip w temacie : Tatuś ciągnie synka za nogę po schodach , główka mu podskakuje odbijając się na każdym stopniu. Mija ich sąsiadka i z troską zwraca uwagę : Panie sąsiedzie , berecik synkowi spadnie z główki ! Na to troskliwy tato : nie spadnie , nie spadnie bo papiakiem przybity. p.s. berecik był filcowy , a papiak to rodzaj krótkiego gwożdzia z dużym łbem służącego do przybijania papy wierzchniego krycia. Potrzeba matką wynalazku , w latach minionych powszechnego braku nawet zwykłych gwoździ , papy czy cementu to zrozumiałe . Ale dziś podczepianie się wszystkiego pod "naturalność " to jakaś słabość umysłowa .
  12. Przed dziesiątkami lat być może była cennym surowcem, dziś jest tylko problemem do utylizacji. W Niemczech robią z niej naturalny nawóz. Praktycznie niezbywalna. Ja pamiętam że wełna po ogoleniu owiec niespecjalnie wyglądała i śmierdziała paskudnie bo owce nie dbały o swoje futro , nie zdejmowały go do spania , a niektóre partie były "zabrązowione" lub "zażółcone" w oczywistych fizjologicznie okolicach. Taki półfabrykat oddawano do gręplowania . W takim zakładzie wełna była prana ( żeby pozbyć się smrodu i niewełnianych zawartości) i gręplowana , czyli rozczesana , rozdrobniona i oczyszczona mechanicznie. Taki półfabrykat moje babki potrafiły przerobić w kołowrotku na przędzę - w zimowe wieczory. Z tej przędzy robiły skarpety i rękawice. Do dziś pamiętam ,ze były strasznie kłujące Jedna z babek miała też krosna , robiła na nich chodniki. Raczej w ramach terapii zajęciowej niż z zapotrzebowania rynku. W moich okolicach nie było powszechnej hodowli owiec , to raczej w regionach podgórskich - tam gdzie mawiają : kto ma owce ten na co chce. Pamiętam też czasy gdy hodowano owce w PGRach , ale te eksportowano żywe do krajów arabskich . Wraz ze zmianą klimatu minęła moda na kożuchy i skóry , a i wełna jeśli już to od szlachetnych owieczek australijskich ,alpaki czy nawet wielbłąda. Z takiej gręplowanej wełny robi się też wkłady do kołder wełnianych , ale nigdy takiej nie miałem. U mnie były raczej pierzyny puchowe. Teraz powszechne alergie wykluczyły jedne i drugie. Stosowanie takiej wełny ma podobny sens jak włożenie wełnianych kalesonów między ściany ula czy położenie ich na powałkę. To musi ulegać zawilgoceniu , choćby od samych pszczół. A wilgotne śmierdzi jak zmokły pies Pomijam już taką oczywistość , że w naturze nie ma izolowanych uli , więc to tylko takie fanaberie naturalistycznych oszołomów , jakich ostatnio jakby więcej niż baranów. Nie dajmy się zwariować . Ale kto bogatemu zabroni ? Skoro inni lubią plastikowe ule to dlaczego nie przerobić starych gaci na ul ? Zawsze to bliższe natury niż plastikowy , sztuczny świat ?
  13. to jakiś barani pomysł , zgnije po sezonie , doskonała pożywka dla wszelkiego robactwa : mole , barciak tylko na to czekają. Sieczka słomiana z dodatkiem wapna w celu mineralizacji . Dużo lepsza mata trzcinowa bo trzcina sama w sobie zawiera dużo krzemu ( czyli piasku) , nie gnije. Zrobienie z niej sieczki nierealne do powstaną z tego wykałaczki. Można sobie wyobrazić przycięcie trzciny na wymiar i włożenie jej w przestrzeń izolacyjną. Full naturalnie i łatwe do wykonania Wełna mineralna spełnia wymagania "naturalności" nie jest wyrobem chemicznym ja styropian poliuretan. Żadne robactwo tego nie zje , nawet barciak . który pożera każdy plastik. Tegonieradze jak mawiają Gruzini
  14. Jeśli piszesz o wełnie mineralnej - powszechnie stosowanym materiale budowlanym to jest łatwo dostępny , łatwo się rozdziela na odpowiednio cienkie warstwy . Ostatnie ule jakie robiłem w technologii tradycyjnej izolowałem wełną mineralną ( czy może inaczej kamienną zwaną) . Jest hydrofobowa , nie nasiąka wodą. Od strony zewnętrznej dałem pod szalunek folię - bo zasady budownictwa nakazują dawać ją od strony większej ( średnio w roku) wilgotności powietrza . Jeśli piszesz o wełnie naturalnej to baranów do strzyżenia u nas dostatek , ale nie słyszałem o wykorzystaniu takiego materiału izolacyjnego
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.