Jump to content

Drogi Użytkowniku.

Zdajemy sobie sprawę, iż reklamy czasami bywają uciążliwe, jednak  staramy się z nich utrzymywać. Prosimy o wyłączenie blokowania reklam na naszej stronie, a komunikat zniknie. Dziękujemy za zrozumienie!

Forum Pszczelarskie - Pasieka "Banicja"

manio

Użytkownicy
  • Content Count

    253
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    24

manio last won the day on December 2

manio had the most liked content!

About manio

  • Rank
    100% Domownik

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Imię
    manio
  • Lokalizacja
    Mazury Garbate
  • Typ ula
    A

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Ja się zastanawiałem czy to borsuk czy może skunks ?
  2. Sprawa z matkami nie jest prosta jak handel nimi , dlatego są takie duże różnice pomiędzy NU, UN i taką o już sprawdzonym pogłowiu co by to nie miało znaczyć. Profesor Woyke już przed wielu laty pisał o ilości kopulacji jaka poprawia przeżywalność czerwiu . Wyznaczył ,że ma to być co najmniej 10 kawalerów z oberwanymi narządami rozrywkowymi . Można też odczytać to przewrotnie ,że taka witalna i atrakcyjna matka dobrze sobie radzi nie tylko w locie godowym , ale i później. Tu ważna też pogoda , tak dla samego unasienniania jak i jego jakości ( ilości kopulacji) . Jak minie okienko czasowe to i szansa na sukces marna bo szybko się mama starzeje i nawet najatrakcyjniejsza może zostać w staropnieństwie z powodów marnej pogody , choć w tym roku było raczej za gorąco , więc zawsze można ponarzekać. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze genetyka , chyba po to żeby było jeszcze trudniej. Dlatego hoduję matki z dużym nadmiarem , żeby było z czego wybierać i to na każdym etapie. Zakup pojedynczych matek rzadko rodzi sukces , bo samo unasiennienie to dopiero początek selekcji. Tak się wyszukuje owy tajemniczy faktor X. Zimowanie na siłę każdego odkładu bo "matki kupione i szkoda" rzadko prowadzi do sukcesu. Trzeba się nauczyć pewnej bezwzględności i nie ulegania złudzeniom. Selekcja , selekcja , selekcja. Jakieś wątpliwości ? Lepiej rozwiązać odkład niż próbować mu nawet wymienić matkę .Wtedy mniej rozczarowań . Długie czerwienie to też wada matki albo choroba rodziny. Im większy nadmiar tym mniej rozterek. Ja co roku walczę ze sobą żeby nie powiększać pasieki , więc nawet na koniec jest selekcja , albo raczej loteria bo wybieram do łączenia te co bliżej sienie stoją . Jakością są identycznie doskonałe w moich kaprawych oczkach.
  3. dopiero doczytałem ,że jesteś z Podhala , krainy brązowych i żółtych oscypków, więc i gadamy czyli jak cepr z góralem , czyli bez szans . Nie wszędzie jest sens hodować pszczoły . Jak to było w piosence "na betonie kwiaty nie rosną ...." , kiedyś to był nawet protest song , ale i dziś nabiera nowych treści
  4. Dobrze tam gdzie nie ma nas. Mój raj to najzimniejszy region kraju , z wegetacją o co najmniej miesiąc krótszą nic np w centrum , nie mówią już o małopolsce czy dolnym śląsku. Więc nie ma czego zazdrościć. W tym roku susza trwała nieprzerwanie od kwietnia , wyschły wszystkie rowy na polach , a nawet woda w jeziorach opadła o metr i więcej. Nie ma się co licytować . Coś tam zawsze kwietnie i nigdy nie dokarmiam pszczół pokarmami białkowymi , bo więcej z tego szkody niż pożytku. Nawet w czasie sierpniowej pustyni coś tam z biedą noszą . Być może w górach jest inaczej , ale u mnie za to dużo wody i tam też nic nie kwitnie , a główna pasieka nad brzegiem jeziora. W każdym razie napisałem co wiem i wiem co piszę , pożytkowo to regiony bardzo ubogie , ale pszczoły mam dostosowane do moich warunków i żadne włoszki nie mają tu szans , również ze względu na zimowlę . Faktycznie nie mam jednak tak wielkiej konkurencji jak w małopolsce , bo nawet jak ktoś podwiezie czasem pasieczkę np. na lipę to jest to pierwszy i ostatni raz bo rozczarowanie wielkie. Kilka razy widziałem takich harcowników , nawet z odległymi rejestracjami i spokojnie czekałem na wirowanie. Moje zawsze coś przyniosą , ale nie mam księżycowych oczekiwań . Nie wiem też z czym się nie zgadzasz , bo w cytowanym akapicie nie napisałem nic dyskusyjnego . Chyba ,że chodzi i pogodę ,że nie ma wpływu ? Zawsze jakiś ma , ale nie można za wszystko winić nadmiaru deszczu albo słońca. W końcu taki mamy klimat Sukces to zawsze zasługa pszczół , a niepowodzenie to zawsze wina pszczelarza .
  5. Ja bym raczej winił matkę , dlatego jestem zwolennikiem własnej hodowli matek i produkcji dużej ilości odkładów. Takie majowe to w lipcu bez pudła idzie ocenić co warta matka - bo to jest kierowniczka sklepu. Pogody też bym nie winił. Sobie zawsze doniosą jak mają paliwo - cukier działa jak narkotyk i podkarmiane znajdą pyłek nawet na kamieniu. Wolę syrop bo szybko się robi, słoik ma 3 otwory 1 mm i stoi na powałce - nigdy nie ma rabunków , a nie słyszałem żeby podanie 0,5 l spowodowało zalanie gniazda , więc bez przesady. Każdy pszczelarz powinien zawiesić sobie w pracowni genialne zdanie Sokratesa ( nie był chyba pszczelarzem tylko jednym z pierwszych greckich filozofów) . To zdanie brzmi : " wiem że nic nie wiem ". Mądrością Sokratesa była świadomość własnej niewiedzy i pokora. Dopiero ta świadomość jest szansą na poznanie i naukę. Nie każdy odkład nadaje się do zimowania, ale to trzeba ocenić już w lipcu bo i karmić nie warto. Młody, zamiast hodowlą zajmuje się reanimacją bo nie wie ,że nic nie wie ? W tym sensie to ja stary jestem bo nie prowadzę SORu tylko pasiekę
  6. Sam nadal jestem młody i popełniam błędy jak każdy człowiek grzeszny . Warto jednak nie popełniać ciągle tych samych i wyciągać wnioski chociaż ze swoich , mimo że najlepiej by było uczyć się na cudzych . Każdy musi wypełnić swój bilans pomyłek i zaniedbań bo na tym też ( niestety) polega nauka. Naprawdę nie chciałem dokuczać ,ale jakoś ten maj mnie ruszył. U mnie z 3 ramek w takim czasie powstaje mega rodzina , ale trzeba ją popychać palcem do rozwoju bo sama będzie się telepać pomiędzy z życiem i śmiercią. Nie robię żadnych cudów , ot słoiczek syropu 1:1 od czasu do czasu , albo jak pogoda gorsza żeby miały paliwo do czerwienia bo resztę chlebka sobie bez problemu doniosą .
  7. Jak na majowe odkłady to ( nie obraź się tylko) straszne zdechlaki. Coś robisz nie tak . U mnie takie odkłady niczym się nie różnią we wrześniu od silnych macierzaków. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego zwlekałeś z zakarmianiem . Jeśli rodzina nie jest przeznaczona na późne pożytki ( nawłoć , wrzos) to należy ją zakarmić po 20 sierpnia - nie ma na co czekać - dasz do oporu to i matka zejdzie z czerwieniem na dół i szybciej przestanie czerwić jak się ochłodzi. Gniazdo ułożyć wcześnie , przed zakarmianiem żeby sobie ułożyły zapasy wedle swojego pomysłu , a nie wyobrażeń pszczelarza. Dbać też należy aby odkłady były zawsze bogate w zapasy pokarmu - podkarmić bo same mogą być za słabe do dynamicznego rozwoju. To inwestycja na przyszłość. Również takie późne układanie gniazda i przekładanie odkładów to drastyczny błąd. Pszczoły same wiedzą jak ułożyć pokarm , wystarczy dać im na to czas. Błędów aż nadto. Zostało liczyć ,że pszczoły zdrowe i wystarczająco napasione aby przeżyć zimowlę. Nie zaglądaj i nie płosz bo już nie pora. Dasz ciasto na ramki jak zobaczysz ,że brakuje pokarmu , ale zajrzyj dopiero po nowym roku. Ja zimuję na korpusach pełnych ramek , ale odkłady zawsze są na bogato i dużo jeszcze doniosą sobie. Podkarmianie mobilizuje je do pracy i rozwoju. Głód wstrzymuje rozwój i grozi chorobami czerwiu. Pamiętaj o tym że trzeba dać ,żeby i pszczoły dały . Inwestycja w następny sezon zaczyna się od 1 lipca . W październiku już się nie karmi pszczół. Kto żałuje na pszczoły , za wodę zapłaci Jeśli czerwią do późna to albo chore , albo niewłaściwa linia na Twoje warunki. Ja takie rodziny rozwiązuję, wiosną dzielę na odkłady . Jeśli przeżyją. Powodzenia i nie grzesz więcej
  8. Na taką datę to trudno winić pszczelarza ? U mnie dopiero stawiam miodnię , mają co robić i nie w głowie im rójki. Taka rodzina do wymiany matki na mniej rojliwą. Najlepszym sposobem na rojliwość jest wymiana matki , wtedy do końca sezonu jest spokój. Problem tylko mieć matki tak wcześnie , nawet przed samym rzepakiem - bo wtedy czerw już niepotrzebny. Oczywiście wymieniać takie , które już przepracowały co najmniej jeden sezon. Ogólnie trzeba dać pszczołom zajęcie i przestrzeń, u mnie w nastrój wpędzały ramki zabite pyłkiem. Stawiam gniazdo na 3 korpusy 1/2 dadant i nie ma problemu rójek. Po rzepaku nie daję przegonki , tylko z pszczół z miodni robię odkłady i załogi ulików weselnych . Jak trzeci korpus im zbędny to go zaleją miodem i wtedy wiem że czas go zabrać. W przypadku nagłym , nawet w trakcie rójki zabieram ul i odstawiam w nowe miejsce. Stawiam ul odkładowy w miejscu gdzie stał macierzak i jeśli matka jeszcze nie wyszła to rójka wróci i zasiedli ul . Jeśli będzie w nim poddana matka to się nią zajmą , a jeśli stosowne larwy czy jajaeczka to sobie wyhodują. Macierzak szybko się odbuduje , mateczniki zostaną zlikwidowane a daje to czas na wyciągnięcie wniosków i osądzenie matki jeśli winna Najbardziej rojliwe matki jakie miałem to od Lundena via Polbart warrozooporne co to miały domieszkę pszczoły Kolumbijskiej. Te weszły w nastrój rojowy jak nawet korpusa nie obsiadały. Na takie nie ma sposobów oprócz tego żeby nie wierzyć w bajki
  9. to jakiś głupek jestem bo mam i gospodaruję na warszawiakach poszerzanych kombinowanych , takich samych dadantach , warszawiakach korpusowych z dennica osiatkowaną oraz prawdziwych korpusowych jednościennych na dennicy osiatkowanej 1/2 dadant. W każdym ulu pszczoły sobie identycznie dobrze radzą. Na klasycznych ulach się wychowałem dosłownie i w przenośni , a gospodarka na nich to pełna rutyna. Ponieważ znam ich ograniczenia , umiem docenić ich brak w 1/2 dadantach. To wszystko co mogę zrobić na klasycznych ulach robię bez problemu w korpusowych i mogę na nich gospodarować identycznie jak moi przodkowie 50 lat temu i dawniej , nawet na pełnej ramce jeśli taka wola . Ale ule korpusowe dają szereg możliwości niedostępnych na klasykach , znakomicie ułatwiają gospodarkę. Ja i moje plecy cenimy sobie też łatwe i lekkie przenoszenie korpusowych uli w częściach , ich dzielenie , łączenie i co tam jeszcze sobie manio wymyśli i uzna za niezbędne do zrobienia , nawet jeśli to głupie lub zbędne . Jednym moim usprawiedliwieniem jest sentymentalizm, który wbrew rozsądkowi i ekonomii nie pozwala mi na likwidację ogniem tych gratów. Nie oddam ich nikomu bo się do tego nie nadają z powodu stanu technicznego , a i od początku nie były arcydziełami sztuki stolarskiej - taki typowy chłopski wyrób przy pomocy krajzegi , piły ręcznej , młotka ,siekiery i struga. Przyznam się jednak ,że wiosną zaglądam najpierw do zabytków , czuję się znowu dzieciakiem , choć wtedy ledwie sięgałem głową ponad brzeg warszawiaka Autor wątku powinien poszukać pszczelarza , który mu sprzeda pszczoły i ul na miejscu , a z postu wynika też elementarny brak wiedzy , więc warto się u takiego sprzedawcy doszkolić w pakiecie. Pszczoły kupić wiosną lub nawet dopiero latem. Ul nie ma znaczenia i żaden nie wybacza braku wiedzy , głupoty i zaniedbania . Pszczoły to dyscyplina i stały obowiązek - bez tego nie ma sukcesu.
  10. W CCCP mówiono , że jak władza mówi że coś da to mówi, a jak mówi że zabierze to zabiera. Nie warto nastawiać się na jakiekolwiek wsparcie z budżetu i to szczególnie teraz gdy są coraz większe napięcia budżetowe . Kiedykolwiek ich nie było ? My zawsze na końcu. A po wyborach prezydenckich będą dużo większe naprężenia bo galopem ruszą powstrzymywane siłą podwyżki. Wszelkie szkolenia z dofinansowaniem Unii są beznadziejnym poziomie merytorycznym , za wyjątkiem bufetu i warunków noclegów. Zmarnowano w ten sposób olbrzymią kasę , ale oczywiście krewni królika zarobili . Z założenia nie jadę na żadne szkolenie jeśli w zaproszeniu piszą o dofinansowaniu z UE bo szkoda czasu. Chyba że wódki się napić i pogadać bo wykładowcy na poziomie elementarnym lub gorszym . Co do powszechnego obowiązku rejestracji pasiek , to nic to nie da jeśli nie będzie się wiązało z obowiązkową kontrolą i badaniem pszczół i czerwiu co najmniej raz w roku w każdej pasiece. Może wtedy była by jakaś dyscyplina bo przyjedzie wet z zrobi armagedon. To będzie po prostu kolejna fikcja, nawet jeśli jakimś cudem wszyscy się zarejestrują. Mam od zawsze zarejestrowaną pasiekę i nigdy w niej nikogo nie było. U Was ktoś przyjeżdża poza SB czy RHD ? Skąd nabrać nagle weterynarzy co zechcą oglądać pszczoły i mają pojęcie ? Znacie takich ? Bo ja nie znam żadnego co by pszczoły miał czy wiedział coś więcej niż usłyszał na studiach 20 lat temu i więcej. Nic nie zastąpi własnego rozsądku i rozumu , żaden urzędnik nas w niczym nie wyręczy. Cała nadzieja w naturze ,że sama wyreguluje pogardzanych przez światłych pszczelarzy trzymaczy zastodolnych pozdrawiam ludzi sukcesu trzymacz manio
  11. I to jest sedno niepowodzeń początkujących pszczelarzy. Mają mało rodzin, nie hodują matek i trzęsą się nad każdym zdechlakiem . Zimują takie niepełnosprawne rodziny "bo może jeszcze dojdą do siły". Nie dojdą . Nawet jak nie mają siły brać syropu to chuchają , dmuchają żeby jakoś im to wdusić. Z dobrych rodzin są silne odkłady i później silne rodziny. Ja robię trochę odwrotnie : nie zasilam rodzin odkładami tylko po ostatnim miodobraniu rozwiązuję wybrane rodziny i zasilam wyselekcjonowane odkłady z tegorocznymi matkami . Macierzak idzie wtedy do odnowienia i sterylizacji , a jak się nie nadaje to jest widowisko godne Hasiora
  12. Nie wszyscy nieleczący są tacy bezsensownie radykalni. Randy Olivier (jeden z guru from USA) jest przeciwny selekcji rodzin przez doprowadzanie do ich zagłady i leczy rodzinę , która sobie nie radzi. Regularnie bada stopień porażenia warrozą - co jest podstawą diagnostyki. To matka i trutnie są rezerwuarem genów i uśmiercanie rodziny jest tyle głupie co nieskuteczne. Tyle, że aby tak działać trzeba być doświadczonym praktykiem pszczelarzem , o warsztacie naukowym takich działań nie wspomnę , a nie paprakiem na 20 odkładach doprowadzanych regularnie do upadku w cierpieniu i poniewierce. Pszczoły nie cierpią ich zdaniem bo są jak muchy. Dużo łatwiej brzęczeć na forum , doprowadzać regularnie pszczoły do masowego pomoru i dobudować do tego makabryczne teorie dokładając do tego totalny syf w ulach czy w skrajnych przypadkach chwalenie się skarmianiem trupich ramek czy wirowanie "miodu" po truposzach w celach konsumpcji rodzinnej . Nie chwalą się już tak odważnie swoimi wynikami , bo się już zaczynają nieco wstydzić swojej naiwności pomieszanej z nieudolnością. Selekcja to bardzo trudne i kosztowne zajęcie, z pewnością nie dla amatora liczącego na przypadek. Większe prawdopodobieństwo wygrania szóstki w totka i to trzy razy z rzędu. Ale takie argumenty traktują jako złośliwość. Łatwiej zostawić rzecz samą sobie i lśnić w chwale naturalnego hodowcy i doradzać kolejnym naiwnym , epatując ich wyszukanym językiem - bełkotem pseudonaukowym. To nie sama mała komórka ma powodować lepsze radzenie sobie pszczół z warrozą. Przecież nikt nie liczy ,że ją same wytłuką jak będzie ciasno. To "radzenie sobie" to choćby zwiększona higieniczność przejawiająca się usuwaniem czerwiu porażonego warrozą. Takie zdjęcia pokazuje Polbart i tłumaczy to efektem stosowania małej komórki. Można nic nie robić i narzekać na nieskuteczność apiwarolu czy wręcz szkodliwość małej komórki, a można próbować , obserwować i wyciągać wnioski hodowlane w swojej skali bez napinki , z rozsądkiem . Ja nie narzekam bo warroza u mnie nie jest żadnym problemem. Oby to było zjawisko trwałe. Może to wynik komórki 5,1 ? A może sąsiedzi zrezygnowali z pszczół ? Pewnie wszystkiego po trochu. Pszczoły zafrykanizowane to już chyba przeszłość , bo okazało się jak zwykle że i tu nie ma dróg na skróty i zawsze coś za coś jak już pisałem. Warroza jest tak doskonale dopasowana do pszczoły miodnej , że aż trudno w to uwierzyć. Dlatego to takie trudne .
  13. Jeśli stwierdzam ,że matka "uporczywie czerwi" , a jestem pewien że to nie wynik choroby , to taką rodzinę "zapamiętuję" markerem na daszku i rozwiązuję na wiosnę robiąc odkłady. To dla mnie dyskwalifikująca wada bo może być źródłem problemów dla całej pasieki. Nie zabieram czerwiu , nie izoluję matki. Matka ma prawidłowo kierować rozwojem i zimowlą rodziny pszczelej, od niej wszystko zależy bo wszystkie rodziny mają takie same warunki startowe. To też ważny element selekcji matek. Ja nie mam z tym problemu , choć oczywiście bywały takie nieposłuszne klimatowi przypadki. Czasem takie rodziny padały , a czasem dochodziły do wiosny umordowane , żeby nie powiedzieć dosadniej.
  14. Takie dodatkowe ramki to jak dobra lokata Nigdy nic się nie zmarnuje i każda się przyda do wychowania odkładów . Nigdy nie karmię rodzin ciastem - pełen ul to tez polisa ubezpieczeniowa . Skrajnym przypadkiem "ekonomicznego podejścia" jest podkarmianie tylko na okres samej zimowli ( Tomek Miodek) , a wiosenny rozwój już tylko na ciście czu modna ostatnio nie wiedzieć czemu u naturalnych deska cukrowa. Ilość włożonej pracy i przechowywanie ramek też można przeliczyć. A końcu niech każdy robi jak mu wychodzi , kto bogatemu zabroni zimować na 5 korpusach ? Byle pszczoły nie ucierpiały.
  15. lek. wet. Artur Arszułowicz twierdzi ,że mała komórka nie tylko nie pomaga zwalczać warrozę , ale odwrotnie : wabi ją , a jedną zaletą jest większa ilość komórek w ramce. Ciekawe jak do tego doszedł ? Miał choć kilka lat pszczoły na małęj komórce? Twierdzi też przewrotnie ,że warroza omija komórki trutowe żeby podnieść wagę swojej teorii. Ma na to jakieś papiery ? badania ? http://forum.spp-polanka.org/topic/963-szkolenie-pszczelarskie-tłuszcz-08112019/ Tradycyjnie też obrzydza stosowanie takticu , tym razem dlatego że zwiera substancję stosowaną jako płyn plemnikobójczy do prezerwatyw - wyciągając z głowy ( czyli z niczego) wniosek że zabija on plemniki matki pszczelej czyniąc ją bezpłodną jakby była ssakiem i płyn był jej w stosowne miejsce podawany . Rolą tego środka jest utrwalenie amitrazy i w identycznym składzie występuje w czeskim Varidolu - służącym identycznie jak nasz apiwarol, tyle że nakrapla się po 2 kapki na dostarczone z preparatem paski i podpala. Jestem skłonny raczej wierzyć czeskim lekarzom . Poza tym takic zrobił się niedostępny i problem nieaktualny. Zamienniki mają inne rozpuszczalniki organiczne niż taktic. Ciekawe z czego robią apiwarol ? Bo o tym nikt nie pisze w ulotce , a przecież też w czymś muszą rozpuścić amitraz żeby równomiernie zasilić tabletki. Tym sie jednak producent nie chwali . W każdym razie nie potwierdzam negatywnego wpływu małej komórki , raczej skłaniam się ku twierdzeniu że to dobry kierunek, ani nigdy nie zdarzyła mi się opisywana wymiana matki w wyniku stosowania takticu spalanego jak apiwarol czy w paskach z beermate. Ale ja nie lekarz , tylko wioskowy durak to mam prawo do błędu
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.