Jump to content
Forum Pszczelarskie - Pasieka "Banicja"

Wampun

Użytkownicy
  • Content Count

    55
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Wampun last won the day on June 25 2020

Wampun had the most liked content!

Community Reputation

37

About Wampun

  • Rank
    Prawie domownik

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Imię
    ...
  • Lokalizacja
    Warmia
  • Typ ula
    Dadant 1/2 ocieplane

Recent Profile Visitors

363 profile views
  1. Dadant 1/2 mi przypasował pomimo, że operuję trochę korpusami, ale też sporo ramkami. Lekkie korpusy z tym, że ja mam 10 ramkowe. Jedna ramka w pasiece, lekka wygodna do operowania jedną ręką. Łatwo odebrać małe pożytki. Plastry są szybko sklepione na blaszkę. Sprawdzenie nastroju zajmuje kilka sekund przez uchylenie 1 korpusu rodni. Nie wiem po co tam przetrząsać za każdym razem wszystkie ramki. Jak ktoś chce to się przy każdym ulu narobi. Ja tam staram się oszczędzać kręgosłup i nie dzwigać ula przy każdej okazji. Nie daję i nie zabieram poduszek, czy folii. Nie przestawiam "pobudzająco" korpusów wiosną. Nie usuwam osypu, bo same to zrobią, nie poję pszczół wodą, bo same sobie przyniosą z pobliskiego stawu. Ważne by miały odpowiednie zapasy, a pszczoły same się ogarną.
  2. Miałem kiedyś taką sytuację że przypadkowo pominąłem jedną rodzinę przy listopadowym dobiciu warrozy. Okazja na ten zabieg nadarzyła się na przedwiośniu. Pod koniec lutego trafiły się dwa dni z temperaturą 13-14 C. Po odymieniu sypnęło się około 300 szt. Zaniepokojony taką ilością kleszcza postanowiłem usunąć również ramkę (1/2D) z czerwiem zamkniętym - około 700 komórek. Z ciekawości odsklepiłem widelcem czerw i policzyłem warrozę. Byłe jej tam niecałe 50 szt., czyli poniżej 15% ogólnej ilości pasożyta w ulu. Reszta, czyli 85% warrozy przebywało na pszczołach pomimo, że miała możliwość wejścia na czerw. Wygląda więc na to, że zimujące samice warrozy nie rzucają się masowo na pierwszy czerw i (przy prawidłowo wyleczonej jesienią rodzinie) usuwanie pierwszego czerwiu wydaje się bezsensowne. Z kolei wiosenny zabieg (np Apiwarolem) nawet w obecności niewielkiej ilości czerwiu może dać dobre efekty. Oczywiście to doświadczenie mało miarodajne, bo tylko na jednej rodzinie.
  3. Nie tylko "Starzec Jakubek". W książce z 2008 r. pt. "Miód - Skład i właściwości biologiczne" -Bogdan Kędzia i Elżbieta-Hołderna Kędzia w rozdziale "Składniki miodu szkodliwe dla zdrowia" jest taka informacja: "(...) Kolejnym zagrożeniem jest możliwość zatrucia miodu alkaloidami pirolizydynowymi, które występują w pyłku co najmniej 13 rodzajów roślin oblatywanych przez pszczoły. Do roślin zawierających te alkaloidy występujących na terenie Polski zaliczyć trzeba przede wszystkim gatunki należące do rodzajów: Tussilago (podbiał), Symphytum (żywokost), Echium (żmijowiec), Borago (ogórecznik), Senecio (starzec) i Petasites (lepiężnik). Na szczególną uwagę zasługują gatunki Echium vulgare (żmijowiec zwyczajny) i Borago officinalis (ogórecznik lekarski), które uprawiane są przez naszych pszczelarzy jako rośliny miododajne. Otóż stwierdzono, że żywność i rośliny lecznicze zawierające alkaloidy pirolizydynowe wywołują u zwierząt doświadczalnych, w trakcie długotrwałego podawania, zaczopowanie żył wątrobowych, co w konsekwencji prowadzi do marskości wątroby. Poza tym wywołuyją one u zwierząt doświadczalnych nowotwory oraz działają mutagennie oraz teratogennie. Zachodzi zatem podejrzenie że obecność pyłku kwiatowego tych roślin w miodzie może być przyczyną jego zanieczyszczenia alkaloidami pirylizydynowymi. Potwierdzają to badania naukowe. W Stanach Zjednoczonych wykazano, że miód zawierający ziarna pyłku starca Jakubka (Senecio Jacobeo) zawiera 0,3 - 3,9 mg tych alkaloidów w 1 kg produktu. Jeśli wziąć pod uwagę zalecenia Niemieckiego Federalnego Urzędu do Spraw Zdrowia z 1992 r., dopuszczające maksymalne spożycie tych alkaloidów w ilości 1 μg/dzień, to wprowadzenie do organizmu tylko 10g jednego z wymienionych miodów dziennie przekraczałoby te normy od 3 do 39 razy. A zatem problem istnieje i celowe wydaje się prowadzenie badań wyjaśniających to zagadnienie w odniesieniu do miodu krajowego, szczególnie pozyskiwanego ze specjalnych roślin miododajnych, tj żmijowca zwyczajnego i ogórecznika lekarskiego. (...)" Gdzieś kiedyś czytałem że w Niemczech badano m.in. miody przywożone z Ameryki Południowej i okazało się że 81% miodów ma przekroczone normy zawartości tej substancji, bo tam takich roślin jest dużo wiecej. Ładunek oczywiście nie zawrócił, a popłynął na wschód do kraju gdzie tych norm nie ma. Miody eksportowane z Polski do Niemiec też są ponoć pod tym kątem badane. U nas póki co nie ma norm w tym zakresie pomimo, że za Odrą funkcjonują od 30 lat.
  4. Apropos nieużytków i dopłat. Dwa lata temu w czasie suszy rolnicy w pobliżu mojej głównej pasieki skorzystali z okazji, że obrośnięte wierzbą śródpolne oczka wodne wyschły, więc wygolili zarośla do zera (jeden nawet je dodatkowo je wypalał). Następnie pozyskany teren przysypywali ziemią, żeby oczko zlikwidować i coś tam próbowali obsiewać. Tego roku opadów było wyjątkowo dużo. Oczka znów wypełniły się wodą. Najbliże od pasieki bajorko (100m) wcześniej spłycone rozlało się dużo szerzej po polu niż wcześniej. Natomiast wycinka wierzby okazala się zabiegiem pielęgnacyjnym. Przed wycinką niezbyt okazała obrastająca jedynie obrzeża bajorek, teraz pięknie odbiła i porosła teren całego oczka gęsta jak szczotka i już jest wyższa niż dawniejsze stare krzewy. Natura upomniała się o swoje.
  5. Wzdłuż ramek pszczoły przemieszczają się bez problemu podobnie jak do góry. Zresztą, jutro juz ma być 3°C ;).
  6. Też mam od Polbarta Saharensis. Inna linia, ale miód pięknie nosiły, były bardzo łagodne i w tej chwili zimuję kilkanaście rodzin z córkami po niej
  7. Taczka sprawdza się znakomicie, korpusy muszę wozić pod górkę, a kilkadziesiąt arów pagórka porośniętego drzewami nie będę równał, żeby wręgów nie robić. Krzyżaku ja mieszkam na Warmii, gdzie teren płaski jak stół to rzadkość. Zresztą jak koło domu wiozłem nowe bezwręgowe korpusy po kilka szt to się zsuwały na prostym chodniku, musiałem je nosić, a w busie to już wszystko się waliło na pierwszym rondzie. Nie miałem wtedy pasów, bo nie pomyślałem nawet, że mogą być potrzebne. Jak już pisałem w MOICH WARUNKACH bezwręgowe się nie sprawdzają. Co by było w aucie z kolumnami bez pasów po 6-7 korpusów pełnych miodu (jak zazwyczaj wożę żeby się pomieścić) wolałem nie sprawdzać. Może jakieś starsze korpusy mocno już oklejone propolisem by się lepiej trzymały, ale u mnie nie dotrwały do takiego stanu. Wolę izolowane korpusy z wręgami, które zawsze są niezawodne, szczelne, z dobrą izolacją przed słońcem w upalny dzień, w których jest więcej czerwiu wiosną (również wg materiałów przytoczonych przez Xpanda). Jak u Ciebie się sprawdzają jednościenne, bezwręgowe no to fajnie to nic mi do tego, nie zamierzam Cię przekonywać. Chyba już każdy napisał co myśli i nie ma co bić piany, kończę temat.
  8. Gratuluję. U mnie, jak wiozę 5 korpusów ramkami wiosną z busa na pasiekę taczką, po wyboistym zboczu to wszystko leci w pierot. W busie słupki fruwają... Zresztą Krzyżak ja Ciebie nie chcę przekonywać, chciałem tylko przedstawić inny punkt widzenia w tej zmonopolizowanej przez użytkowników jednościennych dyskusji, że wybór ula izolowanego może dawać dobre efekty i nie jest ciemnotą, zacofaniem itd. co tu padało na forum. Ty jesteś zadowolony z jednościennych, a u mnie się te ule nie sprawdziły i pozostańmy przy swoich racjach. Jak pisałem dobrze, że każdy ma wybór. Nasze dyskusje, to co w tym wątku wypisaliśmy na pewno będą pomocne innym.
  9. Jeszcze odnośnie moich wyników to w tym roku (najgorszym w historii mojego pszczelarzenia) na rzepaku miałem średnią 20 kg, najlepsze rodziny przyniosły ponad 40 kg. Średnia z sezonu wyszła 37kg.
  10. Nie chodziło mi o to, że w jednościennych się gniotą bardziej tylko, że nieprawdą jest powszechne mniemanie o tym, że w jednościennych się nie gniotą. I wzajemnie. Gdybym miał posiadać ule jednościenne to tylko z wręgami, ale tu z kolei wyszłaby gruba cieżka decha. Bezwręgowe w moich warunkach wymuszały na mnie dużo większy nakład pracy i cennego stratę czasu przez lata. Przy pasiece stacjonarnej ze stojącą obok pracownią pewnie miałoby to mniejsze znaczenie. Bardzo ciekawe opracowanie, bo w entuzjastycznych wypowiedziach o jednościennych na forach można znaleźć nawet informacje, że rozwój w nich jest lepszy. Tu wychodzi, że czerwiu jest więcej w izolowanych. Szkoda, że w badaniu nie wystawiono uli w lato w szczerym polu na słońcu, bo wydaje mi się, że te róznice i w czerwiu jak i zbiorze miodu byłyby większe. Oczywiście najlepiej jak ule stoją w miejscu, gdzie w ciągu dnia jest chociaż parę godzin cienia, ale nie zawsze są takie możliwości. Wiele drobnych rzeczy składa się na końcowy wynik. W mojej ocenie w moich warunkach ul jednościenny wygląda tak: trochę mniej czerwiu, trochę mniej miodu przez wiele lat pszczelarzenia + tracenie czasu na spinanie i rozpinanie pasami przy miodobraniach, dodawaniu i odbieraniu nadstawek, odkładach + jakieś dodatkowe szczelne pomieszczenie na przechowywanie korpusów po miodobraniu w zamian za jednorazową oszczędność czasu przy produkcji korpusu.
  11. Chodziło mi o to, że na ramy korpusu stosuję deskę 25mm, którą z grubsza hebluję do 23mm grubości, potem tnę na długość ram korpusa. Następnie wzdłuż na listwy szerokości 30mm i takiej grubości styropian jako izolacja. Ramy obijam klepką 10-11mm. Dzisiaj gdybym zaczynał dałbym węższe ramy np 20x23 mm i 2 cm styropianu wystarczy. Wtedy nie wiedziałem, że wszystko sobie zrobię sam dlatego chciałem mieć ule kompatybilne z jakimś producentem, a padło na Tumidajewicza.
  12. Nie chcę wchodzić w domysły co ich powstrzymuje przed używaniem uli izolowanych, jak pisałem na pewno ich realia ekonomiczne, pewnie tradycja, siła przyzwyczajenia, asortyment na rynku itd. Na kolegów z koła z ulami ocieplanymi to nie ma co patrzeć, bo tu już dochodzimy do tego, kto jakim jest pszczelarzem. Dobry pszczelarz w każdym ulu będzie miał dobre zbiory. Izolowany czy nie, jest to raczej jeden z wielu detali, który w jakimś stopniu składa się na końcowy wynik.
  13. Tikcop znam oba kanały. Ten pszczelarz z Kanady to właśnie palety, tiry, hale. U Megastaratel nie ma rzepaków, a i w sile rodzin nie widzę nic nadzwyczajnego takie jak u mnie na 8-10 ramek w korpusie Dadanta. Nie wiem jak u nich z miodem, ale ja ze swoich rezultatów w naszych warunkach jestem zadowolony. Czytałem i ksiażkę brata Adama i Liebiga, na pewno są wartościowe. Czasami warto przeczytać całą książkę dla jednego zdania. Np Liebig - o tym, że w poszerzanych plastrach jest wyższa zawartość wody w miodzie. Dużo mi dała na początku książka Wandy Ostrowskiej, a potem "Moje pszczoły" - Rodionow i Szabasznikow. Słabsze rodziny w pasiece wiosną też się przydają. O ile są zdrowe to nie łączę ich przed zimowlą, a traktuję jako rezerwę zapasowych matek. Lepiej wiosną połączyć rodzinę słabszą z silnym bezmatkiem niż być zmuszonym do łączenia ze sobą dwóch gigantów. W izolowanych ulach słabsze lepiej zimują, chociaż u mnie i tak mają otwartą na kilka cm wkładkę dennicową, bardziej chodzi o wiosnę. Również Pozdrawiam. Krzyżak, Ul izolowany to nie termos. Mam w tej chili otwarte po pajączku w powałce, wentylację w daszku, uchyloną wkładkę w dennicy. Na zachodze uli wręgowych, izolowanych po protu nie znają, gdzieś parę lat temu czytałem na jakimś forum amerykańskim wątek o ulach z Polski, gdzie amerykańscy pszczelarze z zaciekawieniem odkrywali ule styropianowe od Łysonia dopytując gdzie można je dostać. Na zachodzie wszyscy mają ule z pojedyńczej deski włąśnie ze względu na koszta. Np w takiej Anglii już 5 lat temu przeciętny stolarz miał 15-18 funtów/75-85zł na godzinę. Jaka byłaby cena ocieplanego korpusu zrobionego jego rękoma, albo w Australii USA, czy Kanadzie. Tam innych uli po prostu się nie robi. Dlaczego mają je też w biedniejszych krajach jak Rosja czy Ukraina, albo hobbyści? Nie wiem może naśladownictwo, bo to takie amerykańskie, moda, bo wszyscy takie mają, brak dostępu do innych? Krzyżak, też żyję głównie z pszczół i póki co nie zamieniłbym swoich na inne bo skazałbym się na mękę którą wcześniej opisałem. Niemniej nie jestem ortodoksem i zawsze z zaciekawieniem czytam posty Twoje, Tikopa czy innych zwolenników uli jednościennych. Dobrze, że wszyscy mamy wybór.
  14. To i ja dołożę swoją cegiełkę do zimowej niekończącej się od lat polemiki :). Wiele zależy od warunków i wielkości prowadzonej pasieki. Wiem, że uli jednościennych używa się od Australii po Kanadę czy Norwegię. W wielkich pasiekach, gdzie się ładuje wszystko wózkiem, paletami. Ule stoją po 4 na palecie, osłaniają się wzajemnie przed wiatrem, słońcem, wiosną owija się je folią, zimą trzyma w halach itd. To nie moja skala. U mnie najlepiej sprawdzają się ule izolowane. Miałem 3 szt na próbę z pojedynczej deski. Poużywałem 1,5 sezonu i dla mnie się to nie nadaje. W tej chwili używam tych korpusów do topienia wosku parą lub jako podstawkę pod daszek żeby się podkarmiaczka zmieściła. Wielką zaletą uli jednościennych jest koszt i czas wykonania, ale jak dla mnie na tym zalety się kończą. Wręgi. Brak wręg to rozjeżdżające się korpusy w transporcie, tak jak pisał Robi raz pokitują raz nie, dołożysz świeże nadstawki i już można mieć przygody. Jak wiozę ule wręgowe to właściwie spinam pasami pro forma na wypadek zdarzeń drogowych, bo tak nie ma siły żeby się rozjechały. Moja główna pasieka leży na łagodnym zboczu, jak zaparkuję auto pod wjazdem to do krańca pasieki mam kilkadziesiąt metrów, dlatego żeby nie latać zbyt często przy miodobraniu ładuję po 5 nadstawek na taczkę i wiozę do busa, gdzie ustawiam w kolumny po 6 korpusów. Z wręgowymi nie ma problemów, ani na taczce, ani na busie, a bezwręgowe trzeba już na taczce spinać potem rozpinać, rozładować znowu spinać inaczej wypitoli się to wszystko w trawę albo porozjeżdża w busie na pierwszym zakręcie. To samo w drugą stronę jak muszę spod pracowni pod domem podwieźć je do ulicy do auta - spinanie/rozpinanie . Jadę z pustymi ulami robić odkłady - to samo... Szczelność. Całe zaplecze, warsztat itd mam pod domem na osiedlu w mieście, gdzie przywożę z pasieki korpusy do odwirowania miodu. Na tym samym osiedlu w linii prostej około 300m od mojego domu są dwie pasieki przydomowe po 8-10 uli. Jak po lipie poustawiam wszystkie korpusy z ramkami po miodobraniu w kominy pod swoim domem z których niesie się zapach miodu to te pszczoły z sąsiedztwa zaraz o tym wiedzą i kręcą się w pobliżu. Korpusy wręgowe mam wykonane dokładnie i nie dostanie się tam nawet jedna pszczoła. Natomiast bezwręgowe wystarczy, że się zestawi gdzieś tam grudkę propolisu na propolis i powstanie mała szczelina, gdzie się pszczoły wcisną. Raz mi się tak zdarzyło (i to pod moją nieobecność) to sąsiedzi w panice się do domu chowali taki był Sajgon... Gniecenie pszczół. Jeżeli pszczoły siedzą na krawędzi korpusu bez wręg i się drugi położy po przekątnej i obróci to powszechnie się uznaje, że pszczół się nie gniecie. Prawda jest taka że pszczoły siedzące na krawędziach deski są gilotynowane na kawałki część spada do ula, a część poza ul, (te siedzące na płaskiej części są zgarniane). Przy kolejne wizycie zaglądamy i jest czysto :). Bez względu na rodzaj korpusu jeżeli pszczoły wylegną na czarno na ściankę to i tak trzeba je zgonić dymem czy zmiotką . Jeżeli jest bardzo dużo pszczół (np przy korpusach gniazdowych) to najpierw opieram korpus o korpus krawędzią, sięgam po podkurzacz, odpędzam pszczoły dymem i dopiero go kładę. Jeżeli coś się zgniecie to nieczęsto i pojedyncze sztuki. Rozwój - jednościenne są zimne wiosną, gorące latem. Jest sporo opinii na ten temat na różnych forach ludzi którzy próbowali obu rodzajów. Na pewno było to dla mnie trochę sugestywne, ale doszedłem do takich samych wniosków. Pszczoły są spóźnione w rozwoju 1-2 tyg w stosunku do takich samych rodzin w ulach izolowanych. Rodzina silna, a średnia przez tydzień dłużej/krócej na rzepaku ma znaczenie. Stosuję dennice osiatkowane. Nie ma problemu z wychłodzeniem tego ula w razie potrzeby jesienią. Koszty. Deska wypada bezdyskusyjnie najtaniej i najszybciej, ale ul robi się tylko raz, a gorszy rozwój będzie co sezon. Jaka oszczędność jest na korpusie? 1-2 słoiki miodu w pierwszym roku? Ule ocieplane zapracują na siebie w pierwszym sezonie. Żeby obniżyć koszty korpusowych to robię je dużymi seriami. Co najmniej po 50 szt. Ramy korpusów robię od razu po 200 szt. Waga - u mnie różnica wyszła około 1,5 kg co jest praktycznie bez znaczenia. Ramy stosuję gr 30x23mm (calówka po jednostronnym heblu), lekkie klepki świerkowe 11mm. Uniwersalność - jak już gdzieś pisałem, mam 10 ramkowe 1/2 Dadanty izolowane. Wręgi na wszystkich ściankach. Największa zaleta - jedna ramka w pasiece, ale w razie potrzeby mogę w nich osadzić również pełnego Dadanta i wielkopolską (na zabudowę ciepłą). Do tego nisko-szeroki korpus. Obszerny ul mała waga.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.