Jump to content

Drogi Użytkowniku.

Zdajemy sobie sprawę, iż reklamy czasami bywają uciążliwe, jednak  staramy się z nich utrzymywać. Prosimy o wyłączenie blokowania reklam na naszej stronie, a komunikat zniknie. Dziękujemy za zrozumienie!

Forum Pszczelarskie - Pasieka "Banicja"
Sign in to follow this  
michal79

"Pszczelarstwo naukowe" - nowinki

Recommended Posts

Pomyślałem, że brakuje takiego zbioru ciekawostek dotyczących ostatnich badań naukowych, które starają się znaleźć odpowiedź na pytania i problemy dotyczące pszczelarstwa. 

Wiele rzeczy przewijało się w innych wątkach, związanych z różnymi innymi tematami. Może zacznę od wyciągnięcia jednego filmu, który odsłuchałem wczoraj.

Ta rozmowa z Randym Oliverem jest na tyle wartościowa, że ogólnie pewnie osoba Randy'ego Olivera stanie się częstym gościem w tym wątku. Ale jest wielu innych.

To, co zanotowałem, w kolejności od najważniejszego dla mnie. 

 

- Randy zna wielu hodowców w Stanach, i ubolewa że nie mają problemu ze sprzedaniem wszystkich swoich matek, przez co leniwi się zrobili i nie próbują się wyróżnić posiadaniem w ofercie pszczół przeżywających warrozę,

- kilka lat temu rzucił tym najbardziej liczącym się "wyzwanie", że pierwszy który zaprezentuje taką pszczołę rynkowi, o udowodnionej przeżywalności bez chemicznego wspomagania, zmieni rynek i sprawi, że o pszczoły takie jak jego, wszyscy będą pytać innych. I wtedy ci, którzy olali pracę selekcyjną, spojrzą na swoje ręce w nocnikach swoich.

- sam zaczął selekcjonować pszczoły na tę cechę

- naukowcy nie są odpowiednią grupą, od której należy oczekiwać badań w tym kierunku. Właściwie mimo dobrego PR pszczół, trudno po naukowcach oczekiwać badań ważnych z punktu widzenia praktyki pszczelarstwa. Młodzi naukowcy nie mają z reguły tej praktyki podstawowej (lśniące rękawice, lśniące kombinezony), starsi naukowcy chcą robić badania, które będą publikowane w uznanych czasopismach naukowych, bo takimi publikacjami brukują sobie drogę do kariery. Te czasopisma publikują badania, które są sexy. A rzadko kiedy coś na kształt "czy substytut pyłku zakarmiony jesienią i przekształcony w pierzgę wpływa na wzrost osypu zimowego" zostaje uznane za sexy (PS. Wpływa negatywnie, może zatruć rodzinę. Podawany w okresie rozwoju z kolei wpływa pozytywnie. Pszczoły na szczęście raczej niechętnie go składują, starają się karmić nim larwy. Zbadane używając substytutu z domieszką substancji fluorescencyjnej). 

- siłą rzeczy, sami z siebie naukowcy są kiepskim kierunkiem w którym pszczelarze powinni patrzeć z nadzieją

- pszczelarze są winni sami sobie, że nie rozumieją tej podstawowej prawdy i ciągle mim oto patrzą z nadzieją na naukowców (albo w ogóle nic nie próbują poprawiać i zmieniać, zachwyceni własnym podwórkiem), zamiast doedukować się i próbować sami przeprowadzać własne badania tak, żeby budowała się z tego jakaś konkretna sprawdzona wiedza. To znaczy taka, która gwarantuje, że zastosowana w innej pasiece, da taki sam wynik. 

...cdn...

 

 

 

 

Edited by michal79
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Michał podejście naukowe jest w Instytutach i jest też potrzebne i dobrze że częściowo jest jakieś tam , tylko największy problem że naukowcy nie są jednocześnie praktykami mającymi swoje pasieki i żyją w wyimaginowanym świecie i "nie czują bluesa" czyli co boli praktyków pszczelarzy i jakie mają problemy praktycy. Oczywiście są jakieś wyjątki jak Randy ale ilu takich jest ? A pszczelarze sami z siebie nie mają takiej wiedzy z biochemii , chemii i biologii i nie mają profesjonalnych narzędzi do badań , bo to są drogie sprzęty jak spektrometr masowy,  mikroskopy elektronowe itp. i z poziomu praktyka nawet próby badań genetycznych też wymagają długiego czasu badawczego , konsekwentnej pracy badawczej przez wiele lat bardzo często kosztem zaniedbania własnych pasiek i nie pomagają nam władze dopuszczające  napływ chińskich, azjatyckich czy argentyńskich miodów po zaniżonej cenie o kiepskiej jakości i pszczelarstwo jest niszową dziedziną gospodarki opartą na małym kapitale a brak kapitału nie sprzyja żeby pszczelarze praktycy robili badania na własny koszt , bez odpowiednich narzędzi badawczych i wiedzy akademickiej . I koło się zamyka.

Pozdrawiam

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
46 minut temu, Tadek11 napisał:

Michał podejście naukowe jest w Instytutach i jest też potrzebne i dobrze że częściowo jest jakieś tam , tylko największy problem że naukowcy nie są jednocześnie praktykami mającymi swoje pasieki i żyją w wyimaginowanym świecie i "nie czują bluesa" czyli co boli praktyków pszczelarzy i jakie mają problemy praktycy. Oczywiście są jakieś wyjątki jak Randy ale ilu takich jest ? A pszczelarze sami z siebie nie mają takiej wiedzy z biochemii , chemii i biologii i nie mają profesjonalnych narzędzi do badań , bo to są drogie sprzęty jak spektrometr masowy,  mikroskopy elektronowe itp. i z poziomu praktyka nawet próby badań genetycznych też wymagają długiego czasu badawczego , konsekwentnej pracy badawczej przez wiele lat bardzo często kosztem zaniedbania własnych pasiek i nie pomagają nam władze dopuszczające  napływ chińskich, azjatyckich czy argentyńskich miodów po zaniżonej cenie o kiepskiej jakości i pszczelarstwo jest niszową dziedziną gospodarki opartą na małym kapitale a brak kapitału nie sprzyja żeby pszczelarze praktycy robili badania na własny koszt , bez odpowiednich narzędzi badawczych i wiedzy akademickiej . I koło się zamyka.

Pozdrawiam

 

 

Jednym z postulatów Randy'ego, za co zresztą wywalili go naukowcy z jakiejś rady naukowców, było żeby pszczelarze mówili naukowcom co mają zbadać w ramach swojej działalności akademickiej. 

Skoro nie wypaliło, to Randy uważa że pszczelarze powinni w ramach zrzeszenia zlecać badania (czyli np. PZP zamiast grzać korytarze w ministerstwie, powinien wytworzyć jakieś ciało tworzące kolejkę pytań do naukowców, po czym za fundusze zlecać, żeby było wiadomo, czy lać wodę w marcu, czy kłaść ciasto w lutym, czy wkładać sumaka octowca do podkurzacza). Sami pszczelarze zaś powinni wyposażać się w podstawową wiedzę do prowadzenia prostych wnioskowań naukowych u siebie. 

Czy przykładowo każdy kto posiada ok 20 rodzin, nie byłby w stanie zbadać odpowiedzi, czy kilogram ciasta na ramki z początkiem marca, przekłada się na zbiory miodu z rzepaku? Tak w jeden sezon?

-------------

Co dalej z tą pogawędką Randy'ego:

- Randy twierdzi, że pszczelarze w RPA nie przygotowali chemicznej odpowiedzi na warrozę, kiedy do nich przyszła. Zginęło bardzo dużo rodzin, ale po 6 latach, jak się porówna dowolną konferencję czy czasopismo pszczelarskie na świecie i tam, to na świecie jest "Co z warrozą, nowe metody leczenia warrozy, jak zarządzać warrozą, jakie wirusy przychodzą z warrozą itp." w RPA, podaje Randy, temat warrozy praktycznie nie występuje. Jest w każdym ulu, pszczelarze się tym nie przejmują. 

 

- z innych ciekawostek - my trawimy białka na aminokwasy, a potem tych używamy do tworzenia własnyc białek i własnych tkanek. Dlatego jeśli jest jakaś komórka naszego ciała wymagająca specyficznego białka - kilogram kiełbasy i mamy to białko na drugi dzień. Warroza ponoć nie ma takiego mechanizmu. Aby złożyć jajo musi zjeść gotowe białko odpowiedzialne za tworzenie jaj u pszczół.

 

- wreszcie - Randy stwierdził, że ma rodziny totalnie "odporne" na warrozę. Wstawia je w najbardziej zasyfione pasieki, gdzie ule dookoła mają tej warrozy pełno, a te konsekwentnie, po wypłukaniu alkoholem, mają 0 lub 1 sztukę warrozy. Nie prowadzi zabiegów od trzech lat, a ten wynik się nie zmienia. Takich rodzin miał poniżej 2% na początku, następnego roku 5%, trzeciego 7%. Chyba na jesieni 2020 już 13% miało 0-1 roztocza w płukance alkoholowej. Ale kolejne płukanie (to Kalifornia) obniżyło liczbę rodzin reprodukcyjnych do 70 (13-> 4,6%). 

 

- niestety cecha jest ulotna jak bąk puszczony w ławce nocą w parku. Randy ma problem z dziedzicznością. Coś wspomina o matkach, z których 50% córek spełnialo kryterium 0-1 warrozy w płukance. Ale chyba na kolejny rok bez zabiegów - już go nie przechodziły

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites

Michał już się nie jeden przejechał po podaniu suplementu na jesieni. Robi się toksyczny i nie polecam podawania po sezonie. Już pare lat temu poznałem przyczynę dlaczego tak się dzieje.  A właściwie to moja żona odkryła to w kuchni a ja tylko połączyłem fakty w całość.  Skoro Rendy twierdzi ze to materiał na publikacje to narazie wszczymam się z ujawnianiem szczegółów   Co zreszta nie jest takie ważne. Wystarczy wiedzieć aby tego nie robić. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, michal79 napisał:

Czy przykładowo każdy kto posiada ok 20 rodzin, nie byłby w stanie zbadać odpowiedzi, czy kilogram ciasta na ramki z początkiem marca, przekłada się na zbiory miodu z rzepaku? Tak w jeden sezon?

  Teoretycznie byłby ale:

-jednemu będzie szkoda 

-drugi położy tym słabszym co zdychały i powie , że nic to nie dało bo i tak zdechły

-trzeci położy tym najsilniejszym i stwierdzi że efekty super, bo rozwinęły się lepiej niż te na wykończeniu którym nic nie dał bo i tak nie warto było.

-czwarty weźmie porównywalne pod każdym względem rodziny. jednym da ciasto, drugie zostawi bez ciasta jako grupę kontrolną. I jego obserwacje będą miarodajne, pytanie, czy przebije się przez g... burzę tworzoną przez tych trzech pierwszych.

  A swoja drogą, ja na wiosnę, gdy kupiłem pierwsze trzy ule, jedną rodzinę miałem wyraźnie słabszą. Dałem im z "litości" kilka razy trochę ciasta. Do zimowli poszła jako jedna z silniejszych. Ale moje obserwacje nie mają żadnej wartości, choćby z braku grupy kontrolnej, po za tym obserwacje na jednej rodzinie to nie obserwacje...

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, gajowy napisał:

  Teoretycznie byłby ale:

-jednemu będzie szkoda 

-drugi położy tym słabszym co zdychały i powie , że nic to nie dało bo i tak zdechły

-trzeci położy tym najsilniejszym i stwierdzi że efekty super, bo rozwinęły się lepiej niż te na wykończeniu którym nic nie dał bo i tak nie warto było.

-czwarty weźmie porównywalne pod każdym względem rodziny. jednym da ciasto, drugie zostawi bez ciasta jako grupę kontrolną. I jego obserwacje będą miarodajne, pytanie, czy przebije się przez g... burzę tworzoną przez tych trzech pierwszych.

  A swoja drogą, ja na wiosnę, gdy kupiłem pierwsze trzy ule, jedną rodzinę miałem wyraźnie słabszą. Dałem im z "litości" kilka razy trochę ciasta. Do zimowli poszła jako jedna z silniejszych. Ale moje obserwacje nie mają żadnej wartości, choćby z braku grupy kontrolnej, po za tym obserwacje na jednej rodzinie to nie obserwacje...

 

O to to, i to jest właśnie bardzo ładnie opisane, czego unikać przy projektowaniu takich badań. Rodziny powinny być tej samej rasy, tej samej siły, na tym samym toczku, z podobnym stanem zapasów. I wiadomo, że wielu pszczelarzy tego nie dopilnuje. I tu jest pole dla rozwoju i kształtowania postaw, jak to się drzewiej mówiło. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, michal79 napisał:

Czy przykładowo każdy kto posiada ok 20 rodzin, nie byłby w stanie zbadać odpowiedzi, czy kilogram ciasta na ramki z początkiem marca, przekłada się na zbiory miodu z rzepaku? Tak w jeden sezon?

Ależ tak! Wprost proporcjonalnie do ilości podanego. Wirujemy co prawda potem miód rzepakowo-ciastowy. Ale kto by się tam takim niuansem przejmował.

 

W kwestii RPA? Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jakbym wierzył w te banialuki co to oczadzeni nieleczeniem wypisują to już dawno bym nie miał warozy, pszczół zresztą też nie. Ale to szczegół. Ważne, że dogmat zarżnięcia pszczół by wygrał.

 

Ja uznaje niewiele dogmatów bo przykazań mało to i łatwo spamiętać gorzej przestrzegać. Ale jakoś idzie. Oby. Bo to moja wersja. A czego się dowiem to przede mną. Panie ufam Tobie.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Tikcop napisał:

 

W kwestii RPA? Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jakbym wierzył w te banialuki co to oczadzeni nieleczeniem wypisują to już dawno bym nie miał warozy, pszczół zresztą też nie. Ale to szczegół. Ważne, że dogmat zarżnięcia pszczół by wygrał.

 

 

Randy nie jest z tych. On wręcz wyśmiewa się z "pszczelarzy od testów Bonda", czyli puszczania pszczół na pełną selekcję naturalną. Na pewno nie można mieszać tego, co mówi, z "banialukami oczadzonych". 

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites

W każdym razie sam wyraźnie przyznaje, że największy kłopot to z dziedziczeniem ma.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do przykładów podawanych przez Randego , to są tylko jego spostrzeżenia  i wiele z nich nie sprawdziło by się w naszym klimacie i przy naszej strukturze pożytków ,  i może od tego trzeba zacząć te porównania a dopiero w drugim planie poruszać inne tematy które podałeś jako ciekawostki. 

Randy może pewnie hodować inne krzyżówki pszczół które być może mają lepszy instynkt higieniczny , ale czy te jego pszczoły by się sprawdziły u nas ? Czy było by tak jak z Włoszkami u nas w Polsce w chłodniejszym klimacie ? które czerwią całą zimę jak jest w miarę ciepło i nasi pszczelarze Ci z większym doświadczeniem nie są z nich zadowoleni bo słabo znoszą nasze zimy i wymagają specjalnej troski. 

Nie zachwycajmy się tak pszczołami z RPA tam też są inne krzyżówki miejscowe zaadoptowane do tamtejszego klimatu i pożytków , ale jak by je tak przeniósł z RPA do Polski  ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, Tadek11 napisał:

Co do przykładów podawanych przez Randego , to są tylko jego spostrzeżenia  i wiele z nich nie sprawdziło by się w naszym klimacie i przy naszej strukturze pożytków ,  i może od tego trzeba zacząć te porównania a dopiero w drugim planie poruszać inne tematy które podałeś jako ciekawostki. 

Randy może pewnie hodować inne krzyżówki pszczół które być może mają lepszy instynkt higieniczny , ale czy te jego pszczoły by się sprawdziły u nas ? Czy było by tak jak z Włoszkami u nas w Polsce w chłodniejszym klimacie ? które czerwią całą zimę jak jest w miarę ciepło i nasi pszczelarze Ci z większym doświadczeniem nie są z nich zadowoleni bo słabo znoszą nasze zimy i wymagają specjalnej troski. 

Nie zachwycajmy się tak pszczołami z RPA tam też są inne krzyżówki miejscowe zaadoptowane do tamtejszego klimatu i pożytków , ale jak by je tak przeniósł z RPA do Polski  ? 

 

A to można różnie na to patrzeć. Część się zgodzę, rasy, zimy, izolacja inna. Ale naukowcy rzekłbym tacy sami. W Polsce też chcą publikować w poczytnych czasopismach, więc zagadnienia praktyczne często nie są dla nich "sexy", a pszczelarze sami sobie winni, że nie próbują zlecać ważnych badań lub sami prostsze przeprowadzać (unikając błędów, o których pisał Marcin - gajowy). 

 

Dalej

Czy pszczoły Randy'ego by się sprawdziły u nas? 

 

A czy zadziałałaby u nas metoda Randy'ego, gdyby jakiś polski hodowca ją zastosował?

 

Polega na tym, że w lipcu płucze się wszystkie rodziny (300 robotnic z różnych ramek, alkohol 95%, jest instrukcja dokładna w necie). Te co mają 0-1 roztoczy nie są leczone. Potem te, co dały najwięcej miodu, płucze się jeszcze raz we wrześniu chyba. I z najlepszych ciągnie matki w następnym roku i wymienia we wszystkich innych. 

 

Czy nasz PZP mógłby dać dotację takiemu hodowcy, żeby tak właśnie zrobił?

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites

A pan Ralph, szef instytutu Kirchhain chyba był 4 lata temu w Polsce.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.