Jump to content
Forum Pszczelarskie - Pasieka "Banicja"
Sign in to follow this  
Tajden

Łączenie rodzin

Recommended Posts

Nie mam oznakowanych matek :D i jestem czasowo dość ograniczony, żeby znaleźć matkę :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Co robicie ze słabymi rodzinami po pierwszym (rzepakowym) pożytku?

Rozwalam na odkłady matkę zabijam  bo to szajs .

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozwalam na odkłady matkę zabijam  bo to szajs .

 

Gdy nie znajdę matki - mogę połączyć z silną rodziną aby pszczoły wybrały silniejsza matkę, potem z tej rodziny zrobić odkład - zaznaczając, że w silniejszej matka jest oznakowana i łatwiej ją zidentyfikować robiąc odkład?  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę że nie rozumiecie pszczòł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę że nie rozumiecie pszczòł.

 

No ja nie. Młody jestem.

A Ty co robisz ze słabymi rodzinami?

U mnie dziadek nic nie robił przez 55 lat, dawał im żyć, często na następny rok była z nich silna rodzina.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Gdy nie znajdę matki - mogę połączyć z silną rodziną aby pszczoły wybrały silniejsza matkę

Nie,  bo obie matki będą kaput.

Ze słabej rodziny przez cały sezon to na drugi sezon będzie pomor na dennicy. Rodzina słaba na wiosnę może okrzepnąć do lata .Może ale nie musi , bo coś jej dolega . Pomóc można czerwiem sklepionym wtedy może się podnieść .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz w maju, to czerwienie nawet kulawej matki jest na wagę złotego płynu w czerwcu.

W czerwcu to czerw nie jest potrzebny dla tego płynu, a wręcz szkodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Co robicie ze słabymi rodzinami po pierwszym (rzepakowym) pożytku?

Bardzo wiele jest rozwiązań da takiej rodziny,możesz na przykład zasilić ją jakimś rojem wtedy masz bez szukania matek itd...

 

Ja taką rodzinę pozbawiam matki i po wygryzieniu się czerwiu kasuje mateczniki i leczę apiwarolem (1 tabletka) a następnie łącze z tegorocznym odkładem po rzepaku i na lipę jest OK

Pewnie że ok zwłaszcza jak klient nie widzi z czym miód kupuje. :angry: Takim miszczom poucinać łapy przy samej......

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

U mnie dziadek nic nie robił przez 55 lat, dawał im żyć, często na następny rok była z nich silna rodzina.

Bo pszczoły padły , a w ich miejsce do ula wszedł silny rój .

Albo same pszczoły matkę wymieniły na wychuchaną , wydmuchaną ...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam oznakowanych matek :D i jestem czasowo dość ograniczony, żeby znaleźć matkę :)

To musisz pokombinować co zrobić żeby łatwiej znaleźć matkę ? Może odstawić taki ul z matką do likwidacji  o kilka metrów i na jego miejsce postawić pusty ul z kilkoma ramkami czerwiu zasklepionego z tego ula  i suszem lub węzą ,   na parę dni  i wtedy cala lotna pszczołę oddzielisz , a w przeniesionym ulu macierzaku zostanie już mniej pszczół i łatwiej będzie Ci odszukać matkę do likwidacji ,  lub w jakiś inny sposób podzielić rodzinę , możliwości jest wiele , i trzeba wybrać najbardziej odpowiedni dla Ciebie sposób  :D 

Share this post


Link to post
Share on other sites

To musisz pokombinować co zrobić żeby łatwiej znaleźć matkę ? Może odstawić taki ul z matką do likwidacji  o kilka metrów i na jego miejsce postawić pusty ul z kilkoma ramkami czerwiu zasklepionego z tego ula  i suszem lub węzą ,   na parę dni  i wtedy cala lotna pszczołę oddzielisz , a w przeniesionym ulu macierzaku zostanie już mniej pszczół i łatwiej będzie Ci odszukać matkę do likwidacji ,  lub w jakiś inny sposób podzielić rodzinę , możliwości jest wiele , i trzeba wybrać najbardziej odpowiedni dla Ciebie sposób  :D

Odstawienie to przy bardzo złośliwych sprawdza się .

Matka źle czerwi , ul jest słaby , więc nie powinno być duzo pszczół  i problemu z znalezieniem , trochę wprawy i max 5 min.. nie to powtórka.

Dla siebie nigdy nie znakuję matek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Można wstawić w środek gniazda ładny plaster świeżej woszczyny .
Nawet odbudowaną wcześniej ( pustą ) ramkę pracy
Na drugi dzień ... W ładną pogodę . Na pewno nie w burzę ! ... Spokojnie , praktycznie bez dymu wyjąć tą ramkę i prawie na pewno matka będzie na tej ramce .

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Można wstawić w środek gniazda ładny plaster świeżej woszczyny .

Nawet odbudowaną wcześniej ( pustą ) ramkę pracy

Na drugi dzień ... W ładną pogodę . Na pewno nie w burzę ! ... Spokojnie , praktycznie bez dymu wyjąć tą ramkę i prawie na pewno matka będzie na tej ramce .

 

 

To będzie chyba najlepszy sposób, dzięki Robson

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Pewnie że ok zwłaszcza jak klient nie widzi z czym miód kupuje. :angry: Takim miszczom poucinać łapy przy samej...

A poczytaj ulotkę ostatniego apiwarolu i okres prewencji na miód . Komu obcinać ???

Choć ja nigdy bym tak nie robił .Miód sam jem nie odstawiając dla siebie słoików.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

A poczytaj ulotkę ostatniego apiwarolu i okres prewencji na miód . Komu obcinać ???

Choć ja nigdy bym tak nie robił .Miód sam jem nie odstawiając dla siebie słoików.

 

 

Dla doprecyzowania , 1 tabletkę w odkładzie z pięcioma ramkami zapalamy około 20 -25 maja po wygryzieniu się czerwiu i ramki te cały czas zostają w dolnym gniazdowym korpusie do którego pszczoły nie skaładają miodu ,   a miód lipowy z połączonych rodzin zawierających minimum 30 ramek nowo dostawionych czystych ramek  odbieramy około 20 - 25 lipca czyli prawie po dwu miesiącach , na ulotce apiwarolu jest jasno napisane karencja 30 dni , ja o wiele bardziej nie ufał bym pszczelarzom którzy paski z amitrazą trzymają w ulu przez 3 - 4 tygodnie a bywa też że wyjmują dopiero na wiosnę ;) ?  ile tego "dobrodziejstwa" przeniknie do plastrów i do organizmów pszczół  przez cztery tygodnie z wiszących pasków ,  a ile po jednej tabletce w malutkim pięcio ramkowym odkładzie po 20 minutach działania dymu i po 60 dniach karencji ? :D

Jak ktoś chce kwasem mlekowym to też można , ale jego skuteczność jest mniejsza , ale też próbowałem i działa :D ale z kwasem mlekowym cały problem że co roku trzeba załatwić świeży , gdyż łatwo ulega rozkładowi  , przynajmniej ja mam takie obserwacje  :D może błędne , nie jestem chemikiem :D  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dwa lata temu w ulotce Apiwarolu była karencja 30 dni .

Rok później nie było wcale , tylko był dopisek , że nie stosować w okresie produkcji miodu konsumpcyjnego .

Teraz jest 5 dni .

Ciekawe jaka będzie karencja na ten lek w te wakacje ? :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Okres karencji -to czas jaki należy odczekać zanim pozyska się tkanki lub produkty zwierząt, którym podano leki."

 

Okres karencji
Miód – 5 dni

Czyli pszczoła jako producent miodu po 5 dniach urlopu-oczyszczenia gardzieli itd... jest gotowa do ponownej produkcji miodu.

 

Ze względu na możliwość przenikania amitrazy do miodu,pierzgi,wosku,czy nawet drewnianych elementów uli.                                                        

Nie stosować w okresie produkcji miodu konsumpcyjnego!!!

 

Dla mnie i setek pszczelarzy ten okres jest od pierwszych zbiorów do ostatniego miodobrania.

A Wy róbcie co chcecie,każdy pracuje na wizerunek swojego pszczelarzenia.Ja tylko wyrażam swoje poglądy.PK

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Ja rozumiem że karencja to czas jaki trzeba odczekać aby zacząć produkować miód.

Nigdy nie stosuję leków wcześniej niż ostatni zbiór miodu w danym roku i nigdy nie stosuję wiosną. Leki inne niż kwasy .

Przez 5 dni amitraza nie zniknie z ula .

 

ten okres jest od pierwszych zbiorów do ostatniego miodobrania.

Zbiorów miodu czy nektaru ?

To też moje zdanie .

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Okres [/size]karencji [/size]-[/size]to czas jaki należy odczekać zanim pozyska [/size]się tkanki lub produkty zwierząt, którym podano leki."[/size]

 

Czyli pszczoła jako producent miodu po 5 dniach urlopu-oczyszczenia gardzieli itd... jest gotowa do ponownej produkcji miodu.

 

Ze względu na możliwość przenikania amitrazy do miodu,pierzgi,wosku,czy nawet drewnianych elementów uli.                                                        

 

Dla mnie i setek pszczelarzy ten okres jest od pierwszych zbiorów do ostatniego miodobrania.

A Wy róbcie co chcecie,każdy pracuje na wizerunek swojego pszczelarzenia.Ja tylko wyrażam swoje poglądy.PK

 

Czyli praktycznie są dwa terminy ochrony po użyciu apiwarolu, na pszczoły i na to co w ulu miód wosk itd.???

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Podpinając się pod już założony wątek, podzielę się swoimi obserwacjami. 

W sobotę przeprowadzałem dwie operacje łączenia. Jedna, ponieważ matka niestety mimo fajnego wyglądu i pół ramki jajek kiedy mniej więcej miała 2 tygodnie, okazała się nieunasienioną. Jedyny objaw - niedowład lewej tylnej nogi. Dopiero teraz zwróciłem na ten ul uwagę, ze względu na spadek intensywności lotów. 

Drugie łączenie - ponieważ matka w jednoramkowym "nukleusie" okazała się dobra i właśnie wygryzły się jej pierwsze młode robotnice. Ale do tego czasu rodzinka bardzo spadła na liczebności.

 

Pierwszym pszczołom zabiłem tą młodą matkę. Strasznie ciężka operacja, robię tak tylko w przypadku felernej wady matki, której rezultatem będzie prawie pewna śmierć rodziny. Dziwnym zbiegiem okoliczności, odłożyłem ramkę z nią na bok, żeby wrócić za parę chwil. Te ostatnie kilka minut swojego życia spędziła z głową i tułowiem w komórce plastra. Wystawał tylko kawałek odwłoka. Nigdy tak się żadna matka po odłożeniu ramki na bok nie zachowywała. Po złapaniu najlepiej pozbawić ją życia jak najszybciej, zgniatając głowę i tułów. Bez pozorowania jakiegoś "puszczania wolno", tak naprawdę na dłuższą mękę.  

 

Niestety nie miałem gazety. Podkurzacza też nie. Postanowiłem odczekać 15 minut i pozostałość rodziny (A) położyć na dennicy rodziny (B) stojącej dwa ule dalej. Na górę rodziny (A) położyłem korpus, który był miodnią tej miejscowej (B), której nie odebrałem, bo dużo nie było zasklepione i w ogóle cukier drogi, to się mniej zakarmi. Na samą górę poszedł korpus gniazdowy (B). Liczyłem na to, że dwie grupy pszczół, dzięki odległości korpusa, spotkają się nieco później, jak już ich zapachy się nieco wymieszają. 

Rezultat: kilkaset, jeśli nie więcej, zażądlonych robotnic. 

 

Rodzina druga, do której dołączałem dwie ramki pszczół z miodni innej rodziny (również bez podkurzacza i gazety), te dwie ramki pszczół zostały nieco wzbogacone pszczołą strząśniętą z innych ramek. Były w stanie ewidentnie "zgubiłyśmy dom". Rozbiegane i buczące. Korpus z tymi ramkami był przewieziony, jakieś 20 minut jazdy ze wstrząsami, mniejszymi lub większymi. 

Korpus otworzyłem obok ula wzmacnianego, wyjąłem dwie ramki. Wstawiłem je w odległości kilku ramek od tych zajmowanych przez pszczoły "nukleusa". Te z kolei zajmowały 2 uliczki. Po chwili zamknąłem ul zasilany, a pusty korpus, nadal z dużą liczbą rozbieganych robotnic, położyłem na boku przed wylotkiem ula wzmacnianego. 

Rezultat: zero zażądlonych, wieczorem całkiem żywe loty z pyłkiem, pszczoły z tego korpusa chyba jeszcze się po innych ulach rozleciały, bo widziałem wcześniej jakiś oblot orientacyjny z dwóch uli sąsiadujących. 

 

Jeśli mogę pokusić się o wstępne wnioski. 

Pszczoły zaskakują i lepiej mieć gazetę przy sobie, nawet jeśli jedzie się na pewniaka, odebrać miód. Podkurzacz też. 

Ogólnie to powinienem był pomyśleć na spokojnie, zapakować te z dopiero co zabitą felerną matką do samochodu, po drodze kupić gazetę, po czym połączyć normalnie tego nukleusa na innym toczku, z tą bezmateczną rodziną, na gazetę właśnie. Było gorąco, bolał mnie kręgosłup, przyjechałem robić co innego, nie pomyślałem. Mój błąd.

Ale z tego mało przemyślanego spontanu, z łączeniem z sąsiadkami, po czym wożenim dwóch ramek...  bez gazety i podkurzacza... już lepiej doprowadzić te "dołączane" do "panicznego rozbiegania". Wygląda na to, że w takim stanie są łatwiej przyjmowane. W pierwszym przypadku one chyba jeszcze nie odczuły braku matki, miały trochę czerwiu trutowego do opieki, trzymały się w kupie. 

Ostatecznie, raczej nie wystąpiło masowe ścinanie, więc cośtam się udało. Na drugim toczku wzrost siły nuklusa o 2 ramki, czyli ponad 100%, powinien pozwolić spokojnie myśleć o ich rozwoju do zimy. Ale mogło być lepiej.

Może na tych moich przejściach ktoś coś wyniesie dla siebie, żeby nie robić tak jak ja. ;)

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, michal79 napisał:

Podpinając się pod już założony wątek, podzielę się swoimi obserwacjami. 

W sobotę przeprowadzałem dwie operacje łączenia. Jedna, ponieważ matka niestety mimo fajnego wyglądu i pół ramki jajek kiedy mniej więcej miała 2 tygodnie, okazała się nieunasienioną. Jedyny objaw - niedowład lewej tylnej nogi. Dopiero teraz zwróciłem na ten ul uwagę, ze względu na spadek intensywności lotów. 

Drugie łączenie - ponieważ matka w jednoramkowym "nukleusie" okazała się dobra i właśnie wygryzły się jej pierwsze młode robotnice. Ale do tego czasu rodzinka bardzo spadła na liczebności.

 

Pierwszym pszczołom zabiłem tą młodą matkę. Strasznie ciężka operacja, robię tak tylko w przypadku felernej wady matki, której rezultatem będzie prawie pewna śmierć rodziny. Dziwnym zbiegiem okoliczności, odłożyłem ramkę z nią na bok, żeby wrócić za parę chwil. Te ostatnie kilka minut swojego życia spędziła z głową i tułowiem w komórce plastra. Wystawał tylko kawałek odwłoka. Nigdy tak się żadna matka po odłożeniu ramki na bok nie zachowywała. Po złapaniu najlepiej pozbawić ją życia jak najszybciej, zgniatając głowę i tułów. Bez pozorowania jakiegoś "puszczania wolno", tak naprawdę na dłuższą mękę.  

 

Niestety nie miałem gazety. Podkurzacza też nie. Postanowiłem odczekać 15 minut i pozostałość rodziny (A) położyć na dennicy rodziny (B) stojącej dwa ule dalej. Na górę rodziny (A) położyłem korpus, który był miodnią tej miejscowej (B), której nie odebrałem, bo dużo nie było zasklepione i w ogóle cukier drogi, to się mniej zakarmi. Na samą górę poszedł korpus gniazdowy (B). Liczyłem na to, że dwie grupy pszczół, dzięki odległości korpusa, spotkają się nieco później, jak już ich zapachy się nieco wymieszają. 

Rezultat: kilkaset, jeśli nie więcej, zażądlonych robotnic. 

 

Rodzina druga, do której dołączałem dwie ramki pszczół z miodni innej rodziny (również bez podkurzacza i gazety), te dwie ramki pszczół zostały nieco wzbogacone pszczołą strząśniętą z innych ramek. Były w stanie ewidentnie "zgubiłyśmy dom". Rozbiegane i buczące. Korpus z tymi ramkami był przewieziony, jakieś 20 minut jazdy ze wstrząsami, mniejszymi lub większymi. 

Korpus otworzyłem obok ula wzmacnianego, wyjąłem dwie ramki. Wstawiłem je w odległości kilku ramek od tych zajmowanych przez pszczoły "nukleusa". Te z kolei zajmowały 2 uliczki. Po chwili zamknąłem ul zasilany, a pusty korpus, nadal z dużą liczbą rozbieganych robotnic, położyłem na boku przed wylotkiem ula wzmacnianego. 

Rezultat: zero zażądlonych, wieczorem całkiem żywe loty z pyłkiem, pszczoły z tego korpusa chyba jeszcze się po innych ulach rozleciały, bo widziałem wcześniej jakiś oblot orientacyjny z dwóch uli sąsiadujących. 

 

Jeśli mogę pokusić się o wstępne wnioski. 

Pszczoły zaskakują i lepiej mieć gazetę przy sobie, nawet jeśli jedzie się na pewniaka, odebrać miód. Podkurzacz też. 

Ogólnie to powinienem był pomyśleć na spokojnie, zapakować te z dopiero co zabitą felerną matką do samochodu, po drodze kupić gazetę, po czym połączyć normalnie tego nukleusa na innym toczku, z tą bezmateczną rodziną, na gazetę właśnie. Było gorąco, bolał mnie kręgosłup, przyjechałem robić co innego, nie pomyślałem. Mój błąd.

Ale z tego mało przemyślanego spontanu, z łączeniem z sąsiadkami, po czym wożenim dwóch ramek...  bez gazety i podkurzacza... już lepiej doprowadzić te "dołączane" do "panicznego rozbiegania". Wygląda na to, że w takim stanie są łatwiej przyjmowane. W pierwszym przypadku one chyba jeszcze nie odczuły braku matki, miały trochę czerwiu trutowego do opieki, trzymały się w kupie. 

Ostatecznie, raczej nie wystąpiło masowe ścinanie, więc cośtam się udało. Na drugim toczku wzrost siły nuklusa o 2 ramki, czyli ponad 100%, powinien pozwolić spokojnie myśleć o ich rozwoju do zimy. Ale mogło być lepiej.

Może na tych moich przejściach ktoś coś wyniesie dla siebie, żeby nie robić tak jak ja. ;)

Gazeta jak gazeta wiadomo pomaga ale moim zdaniem najważniejsze jest podkarmienie  syropem przy łączeniu. Feromon matki przenosi się drogą kontaktową a nie lecie z powietrzem ulowym. Przy podkarmianiu mają zajecie i jednocześnie łączą się zapachem. 
W pierwszym łączeniu pszczoły odebrały nowe towarzystwo na dennicy jako rabujące. Jak byś zareagował na obcego, głodnego gościa w korytarzu własnego domu ? :)
I jeszcze pora roku. Teraz to najgorszy moment na wymianę matek i łączenie rodzi. Lepiej poczekać do końca sierpnia a najlepiej do września. 
 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
10 minut temu, Turqs napisał:

Gazeta jak gazeta wiadomo pomaga ale moim zdaniem najważniejsze jest podkarmienie  syropem przy łączeniu. Feromon matki przenosi się drogą kontaktową a nie lecie z powietrzem ulowym. Przy podkarmianiu mają zajecie i jednocześnie łączą się zapachem. 
W pierwszym łączeniu pszczoły odebrały nowe towarzystwo na dennicy jako rabujące. Jak byś zareagował na obcego, głodnego gościa w korytarzu własnego domu ? :)
I jeszcze pora roku. Teraz to najgorszy moment na wymianę matek i łączenie rodzi. Lepiej poczekać do końca sierpnia a najlepiej do września. 
 

 

2 sezony temu popełniłem błąd dokładając na dół rodziny z zapasami, bezmateczną pozostałość rodziny głodnej. Potwierdzam. To już nawet nie ma co pisać. 

W tym przypadku pszczoły z pierwszej operacji łączenia miały zapasy pokaźne obie grupy. Ale wyglądało mi na to, że po prostu krążył w tych dołączanych jeszcze feromon dopiero co skasowanej matki. Albo trzeba było złamać tę integralność jakoś bardziej gwałtownie (stosowano kiedyś wyjmowanie wszystkich ramek i odkładanie na bok na 15 minut, np. oparte o murek), albo poczekać chociaż 2 godziny. Ta metoda z ramkami jeszcze dodatkowo skutkuje tym, że pszczoły opijają się zapasami (wcale nie trzeba do tego dymu z podkurzacza, obserwowałem nie raz). 

Co ciekawe, akurat teraz wziątek jest na tym toczku. Nie wiem skąd, ale jest. 

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, michal79 napisał:

 

 

Co ciekawe, akurat teraz wziątek jest na tym toczku. Nie wiem skąd, ale jest. 

Pewnie sąsiedni pszczelarz wystawił korpusy po miodobraniu z pracowni do osuszenia :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
2 minuty temu, Turqs napisał:

Pewnie sąsiedni pszczelarz wystawił korpusy po miodobraniu z pracowni do osuszenia :)

 

Weeeeź, nie stresuuuj mie.... ;)

Mam nadzieję że ma to związek z jakimś gorczycowym poplonem w okolicy. Jasnożółty pyłek. Jasny nakrop.

Edited by michal79

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.